sobota, 20 kwietnia 2024

Utulam siebie

Kupiłam sobie piwo, o zgrozo :) Słodkie, ale żadne tam bezalkoholowe, uczciwe cztery procent.
Dziś dzień bez leków - w popiątki robię sobie od nich przerwę - więc pozwoliłam sobie na tę odrobinę rozpusty.
Ponieważ alkoholu zażywam sporadycznie, puszka wystarczyła, by poczuć miły "szmerek". Dzisiaj go potrzebowałam.
Ciągle jeszcze jest mi źle, rozregulowany mam układ nerwowy. Zapewne swoje robi też zupełnie nieobliczalna ostatnio pogoda.

Wciąż myślami wracam do tej scysji z koleżankami. Znajomy, któremu się z tego zwierzyłam, skwitował: "Za bardzo przejmujesz się ludźmi, a za mało sobą" - być może ma rację.

Chłonęłam tę naszą atmosferę koleżeństwa, solidarności, wspierania się nawzajem. Było to coś, czego nie zaznałam od lat, a z taką intensywnością chyba nawet nigdy. Za młodu bardzo za tym tęskniłam. Zawsze bowiem byłam sporą indywidualistką, zostawiałam dużo przestrzeni dla siebie, lecz odczuwałam samotność i osobność. Moje rodzeństwo przeżywało spotkania, prowadziło życie towarzyskie chodziło na randki, dyskoteki, a ja - byłam sama. Rodzice dogadywali, że coś ze mną nie tak.

Zachwycił mnie więc urok więzi międzyludzkich, możliwości jakie to daje, zachwyciły własne odkryte umiejętności nawiązywania relacji. Zachwyciło też, że tęsknoty z młodych lat spełniają się jakby od niechcenia,  ale... chyba jednak sens miały moje "ustawienia fabryczne", zawieranie przyjaźni po swojemu, w swoim tempie, w swoim stylu.

Pewnie wszystko jest ze mną w porządku, a ja za młodu uwierzyłam, że nie jestem taka, jak "powinnam" i zależało mi, by się zmienić. A może jednak niczego nie muszę zmieniać, nie muszę majstrować przy własnej konstrukcji?

Więcej szacunku dla samej siebie, więcej uznania dla siebie! Więcej akceptacji!

Takie oto lekcje odbieram na stare lata od Życia.

Bądź dla siebie dobra, Marto.

Odezwało się we mnie tak głośno jakieś wewnętrzne Dziecko. Utulam je, koję, okrywam kocykiem. Włączyłam mu kojącą muzykę.

Piwo, choć dla dorosłych, również mnie koi jak dziecko.

2 komentarze:

  1. Problem się nazywa: potrzeba bliskości/strach przed bliskością. Oba naraz. To jest dezorientujące jak cholera.
    Wiec bądź dla siebie dobra i szanuj swoje potrzeby. A system nerwowy nie da rady być w stanie zrównoważenia cały czas. Niemożliwe to jest. Odkryłam to już kilka lat temu, lekko mnie to wstrząsnęło, ale uczę się pozwalać płynąć wszystkiemu, trudne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzebię się od dłuższego czasu w psychologii, w całym tym rozwoju osobistym. Rozplątuję supełki, szukam odpowiedzi... często znajduję.
      Czytałam o przekonaniach kluczowych i doszłam do wniosku, że moim jest: coś z tobą nie tak! To wyłazi przy różnych okazjach, ale podobno podstawą jest rozpoznać przeciwnika.
      No i warto nawiązać konstruktywną współpracę - trudną, jak słusznie zauważasz.
      Niech płynie... Też się uczę.

      Usuń