niedziela, 20 września 2026

Niedzielne postscriptum

Poszalałam w kuchni jak już dawno mi się nie zdarzyło. Nic nie wyszło z marzeń o jakiejś rowerowej wycieczce, a jutro podobno ma padać. Nie żałuję jednak tego domowego dnia, bo mam wymierną satysfakcję.

Zachęcona przykładem Oszczędnie (z tego blogu o oszczędzaniu), napiekłam blachę owoców kupionych wczoraj na przecenie, nasiona i skórki przetarłam przez durszlak, a nawstępnie przesmażyłam te brzoskwinie, gruszki, jabłka razem z wygrzebanymi z zamrażarki czerwonymi porzeczkami. Po przesmażeniu i odparowaniu nadmiaru wody dodałam rozpuszczoną w odrobinie wody mąkę ziemniaczaną i mam coś w rodzaju frużeliny. Bez grama cukru smakuje bardzo dobrze do pieczywa albo jogurtowego ciasta. Ciasto również dzisiaj upiekłam, jest szybkie i łatwe, a jogurt był nastawiony przeze mnie osobiście wczorajszego wieczoru. Dziś też nastawię. Upiekłam jeszcze blachę warzyw takich jak pietruszka, marchewka, seler, cebula i czosnek. Będę z tego kombinować kolejne dania i liczę, że dzięki tej bazie zaoszczędzę czas. Oprócz tego za moment wyjmę z zalewy "pięciominutową" szynkę do chleba, a chleb także upiekłam dzisiaj - aż cztery foremki, bo szkoda, żeby piekarnik miał puste przebiegi. Nadwyżkę zamrożę. Wypróbowałam pieczenie na liściach kapusty i pora, które przechowywałam w zamrażarce w ramach esksperymentowania z nurtem zero waste. Wyszło świetnie! Za chwilkę jeszcze ugotuję gar ryżu na dwa-trzy dni i będę z nim improwizować w nadchodzącym tygodniu. Może do zupy się nada, może do sosu z pieczonych warzyw? Znalazłam dziś w zamrażarce zapomniany kartonik z napoczętym przecierem pomidorowym, więc pewnie niebawem pójdzie w ruch pieczona marchewka i inne jarzyny, oraz szybkie kluski do zupy pomidorowej. Ciekawe, jak się spisze jogurt w zastępstwie śmietany, bo jednak w smaku się różnią na korzyść tej drugiej.
Na koniec resztki z przecierania owoców wrzuciłam do garnka z saszetką herbaty, na cały garnek picia. Dużo piję z powodu suchości w ustach, a i syn nie gardzi różnymi smakołykami.

Niedziela zatem pracowita, ale nadspodziewanie relaksująca. Lubię takie kuchenno - domowe przygody. A w domu cieplutko i jak pachnie! Domem, przytulnością, bezpieczeństwem. Niech ma mój synek rodzinne wspomnienia na dorosłe życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz