środa, 8 kwietnia 2026

"Wściekliznie" veto

Albo wyłączyłam niechcąco budzik w telefonie, albo po prostu go rano nie usłyszałam, co jest jak najbardziej prawdopodobne, bo przecież nie sypia się z aparatami słuchowymi. Dość, że obudziłam się dwie minuty przed ósmą, a o ósmej powinnam już być w pracy. Zawyłam ze zgrozy, po czym zatelefonowałam do kierowniczki i otwarcie wyznałam straszną prawdę, prosząc o dzień urlopu. Mogłabym przyjść godzinę później i dłużej zostać, ale dzisiaj spotkanie Klubu Pacjenta i tego nie odpuszczę.

Bardzo mnie te spotkania wspierają, a wsparcia nie warto sobie w życiu żałować. Nie zamierzam siłować się z całym światem i tonąć w rozpaczy i bezradności, jak tonie niejedna osoba.

Ha! Jak zwykle dryfuję myślami... Ale nic to, lubię tak.. 

Nie wiem, dlaczego nie mogę skomentować najnowszego wpisu Jaskółki. Przykuło moją uwagę jej zdanie o życiu bez napinki i celebry, co daje jej poczucie wolności. To jest dokładnie to, czego pragnę we własnym życiu!

Tegoroczna Wielkanoc wreszcie mi to w pełni obnażyła.

Uważam się za osobę niezależną, a tak długo uwikłana byłam w te wszystkie rzekome powinności. Jest - a może już było? - we mnie przekonanie, że dzieci potrzebują stałości, porządku, czarodziejskiej odświętności i takiej ciepłej atmosfery chciałam dla syna.

Dla mnie w dzieciństwie święta były zachwycającym czasem. Wiem z różnych rozmów, że wiele osób odczuwa podobnie. Nieżyjący już znajomy opowiadał o cotygodniowych sobotnich porządkach w swoim rodzinnym domu, dodając, że pomimo zmęczenia, czasem niechęci do roboty, w takim wypucowanym domu odczuwało się odświętność i odmienność ostatniego dnia tygodnia.

I to właśnie do tego się tęskni: do poczucia tego odprężenia i komfortu psychicznego. A przecież mogę to mieć zawsze - bez uprzedniej "spinki i napinki". To uczucie możliwe do wykreowania bez żadnych specjalnych zabiegów. Wystarczy świadomość, jak się czuję i jak chcę się czuć, oraz trochę wiedzy o regulowaniu emocji. Tak wyposażony człowiek nie potrzebuje już świąt, bo świętem może być każda minuta naszego życia.

Może jestem leniem, ale jak już napisałam - po co mi ten cały szum, skoro wszystko się sprowadza do poczucia kontrastu między "przedświąteczną wścieklizną" a opadaniem emocji po tejże? To ja se wolę chodzić odprężona cały czas (ba!).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz