niedziela, 12 kwietnia 2026

Życie nas... rozbiera

Powiadają, że z bezczynności przychodzą do głowy pesymistyczne myśli. A jednak potrzebuję od czasu do czasu podarować sobie totalne lenistwo, mnóstwo czasu na sen i odcięcie się od świata z jego hałasem. Wtedy przychodzą myśli... własne. Czasem trudne, owszem, lecz uważam, że nie warto od nich uciekać. Czasami gdy się tak porządnie podołuję, sięgam jakiegoś punktu oparcia, dna, od którego mogę się odbić... Dobra! posmuciłaś się, Marto - i żyjesz! I świat się nie zawalił. Niebo nadal jest błękitne i znowu cię to zachwyca. Odbudowuję energię, gdy tak się zatrzymam i zakopię pod kołdrę.

Czasem ciekawe rzeczy przychodzą do mnie. Spostrzeżenia, metafory, porównania.

Znienacka wpadła mi do tej "makówki" mojej myśl... o ciuchach. I o sławetnej pestce z książki, której nie czytałam, ale poznałam film na jej podstawie (Anka Kowalska: "Pestka").
Jak w różne przedmioty, łaszki, świecidełka, tak obrastamy w wydumane potrzeby, nie nasze, tak naprawdę, przekonania. To nam się podoba, tego "potrzebujemy".

Ubrań nie wiem kiedy zrobiło mi się sporo. Za mną już czasy, gdy odczuwałam braki w garderobie. Dziś okazuje się, że część sukienek przeleżała lato niewykorzystana. Elegancki garnitur sfinansowany prawie dwadzieścia lat temu przez Mamę nałożyłam na siebie może ze trzy razy. W mojej pracy - chwała Bogu! - nie obowiązuje sztywny dress code, choć na pewno nie wszystko wypada. Na oddziale dziennym latem miałam czasami ochotę wystroić się ciut ładniej, a wygrywał strój wygodny. Kupowanie innej kiecki na każde ważniejsze wyjście wydaje mi się absurdalne, skoro ta kiecka przydaje się tylko raz.

Koniec końców - niewiele nam w życiu potrzeba. Życie i praktyka obnażają kolejne i kolejne nasze złudzenia. Zostaje naga pestka.

A na koniec odchodzimy nadzy... może nie dosłownie, bo raczej nas ubiorą na tę ostatnią drogę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz