Nawet niezły dzień w pracy, ale musiałam się o to postarać. Przerwy bez zerkania w telefon, skupienie na jednej rzeczy w jednej chwili. No i cisza, bo kierowniczka wciąż na urlopie, więc nie wpadali co chwila pracownicy w jakichś sprawach. Tylko troskliwa X., pracownica administracyjna co jakiś czas zaglądała do pokoju, pytając, czy wszystko w porządku. Wystraszyłam ludzi całym tym zeszłorocznym chorowaniem i operacją.
Po pracy jednak poczułam przemożną potrzebę drzemki. Poleżałam, poczytałam trochę książki, wymieniłam parę zdań na WhatsApp-ie z byłymi współpacjentami z oddziału dziennego. Spontanicznie rzuciłam propozycję spotkania przy jakichś lodach. Dwie osoby wyraziły chęć, w tym mój ulubiony kolega.
Po tym odpoczynku wzięłam się za kopanie ogródka, zdecydowałam jednak nie forsować się zanadto i nie dopuścić do zmęczenia. Będę kopać codziennie po troszeczkę. Praca przyjemnie mnie zrelaksowała.
Potem szybki skok na zakupy spożywcze do sklepu tak bliskiego, że biegam do niego w kapciach, a następnie szykowanie obiadu na dzień jutrzejszy.
I już ciemno, i już noc. I już jestem zmeczona, a tak chciałam jeszcze poczytać.
Tak teraz wygląda moje życie: nieustanne negocjowanie z ograniczonym zasobem energii.
Gdyby nie to, że dziś jestem w dobrym nastroju, powiedziałabym: istna wegetacja.
Idę poczytać, zanim ostatecznie padnę w objęcia Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz