Całe życie bałam się śmierci. Już jako sześcioletnie dziecko odczuwałam ten strach, zadawałam rodzicom pytania na ten temat. Sądzę, że w podświadomości przechowało się jakieś związane z tym wspomnienie, którego świadomość nie pamięta. Być może w związku z moim stanem zdrowia, może z powodu zmarłego wujka, o czym rozmowy pamiętam z dzieciństwa (wujka nie pamiętam zupełnie).
Zagrożenie życia i operacja sprzed trzydziestu lat nie zmniejszyły tego lęku. Może nie byłam wystarczająco blisko tego drugiego świata, a może byłam jeszcze niedostatecznie dojrzała i świadoma?
Zmieniło się to rok temu. Mój lęk nie przestał istnieć, ale bardzo się zmniejszył, ustąpił miejsca spokojowi. Rozbawiam czasami znajomych zdaniem: śmierć jest do przeżycia. Mam poczucie, że to przejście jest niezwykle płynne - ot, jak sen.
A co mnie najbardziej zaskoczyło? Dziś rano na myśl o tym poczułam: jestem ciekawa. Nie spieszy mi się, kocham wciąż życie i jestem do niego przywiązana, ale ta ciekawość - jest obecna.
Oswajamy się z "kosą". Ale niech jeszcze się tym światem pozachwycam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz