sobota, 18 kwietnia 2026

Organiczne nastroje

Wiosna! Kolejna, której mogę być świadkiem. Pięćdziesiąta już, a ile jeszcze przede mną? Dziękuję Bogu, że wciąż jeszcze doświadczam cudu życia. Bo to cud, choć tak mi czasem daje popalić.

Żyję na huśtawce i choć rozum ma dystans, emocje są... organiczne i nie do końca ode mnie zależne. Tak właśnie wpisano mi w skierowaniu na oddział dzienny psychiatryczny: "Organiczne zaburzenia nastroju". Czyli nie jakieś trudne przejścia, lecz po prostu fizyczne, prozaiczne uszkodzenia organizmu.

Śmiać mi się chce, gdy kobiety tłumaczą się okresem, ciążą czy menopauzą ze swoich humorów, szukając ulgowej taryfy. Ja ciążę, menopauzę i PMS przechodzę od urodzenia permanentnie i nikt mnie z tego powodu nie usprawiedliwia. Muszę sobie na co dzień radzić i nie dać się temu opanować. Bywa naprawdę trudno i dopiero porządnie po trzydziestce zaczęłam kojarzyć fakty, a ponad dekadę później przyjmuję do wiadomości, że nie jestem niedobra, niewłaściwa i nie mogę siebie oceniać zbyt surowo. Mam trudniej niż zdrowi i basta. To oczywiście nie znaczy, że mogę sobie folgować, więc szukam wszelkich sposobów, by sobie radzić z życiem. Stąd między innymi moje zainteresowanie rozwojem osobistym, duchowością, optymalizowaniem codzienności.

W minionym tygodniu ja, która kocham ciszę, odkryłam, jak pomocne jest odcięcie się od zewnętrznego świata za pomocą słuchawek. Moje nowe aparaty słuchowe mogę za pośrednictwem Bluetooth łączyć z telefonem i nie przeszkadzając nikomu obok słuchać przez nie dźwięków z telefonu. Korzystam z tego, włączając sobie nagrania z odgłosami przyrody, szumem morskich fal czy deszczu. Koi mnie to bardzo i uspokaja. Odkryłam, że przy nudnych obowiązkach fajnie posłuchać niezbyt wymagającej a ciekawej audycji o życiu w duchu zen na przykład. Wczoraj właśnie na taką audycję trafiłam jakby specjalnie na mnie czekała.

Byłam od rana bardzo nieszczęśliwa, przygnębiona, przeciążona. Obniżyło mi to na łeb, na szyję poczucie własnej wartości, bo spadła moja wydajność i uważność w pracy. Oczywiście trzeba było to ukrywać i robić dobrą minę do złej gry - a to najbardziej wykańcza. Wreszcie poszłam po rozum do głowy, uprzedziłam kierowniczkę, że skoro nie muszę teraz z nikim rozmawiać, to pozwolę sobie na odrobinę izolacji (nie do końca, bo jednak dbam o to, by nie tracić kontaktu ze współpracownikami). Pracowałam zatem z audycją w uszach i usłyszałam znane mi już, ale zapominane w emocjach słowa.

Zen to filozofia i element religii Wschodu. Głosi potrzebę uważnego i świadomego życia, obserwowania z dystansem, bez zaangażowania emocjonalnego i osobistego wszystkiego, co do nas przychodzi. Mamy, według zen, być świadkami samych siebie, mamy jak gdyby zniknąć, nie utożsamiać się z tym, co się nam przydarza, także z emocjami. To wszystko jest bowiem przemijającym stanem. Zmieniają się nasze doznania psychiczne, fizyczne, a istota życia pozostaje niezmienna i niewzruszona jak niebo nad warstwą chmur. Nad chmurami, ponad największą burzą, niebo jest zawsze jednakowo słoneczne. Lektor w audycji zachęcał, by szczególnie właśnie w trudnych, ciężkich momentach nie zapominać o sobie, nie zatracać się w smutku, lecz obserwować, zauważać, co się z nami dzieje. Nie oceniać, nie wartościować, nie opierać się. Niechybnie przyjdzie moment, gdy zauważymy, jak uczucia, których nie odpędzamy na siłę, przemijają i rozpuszczają się, ustępując miejsca innym.

Nieobce mi to już od dawna, a przecież tak bardzo straciłam z oczu tę prawdę. Solennie biorę sobie do serca to przypomnienie. Czas trudny, kiedy tak trudno wytrzymać ze sobą, to właśnie czas na szczególną troskę o siebie,

Ulżyło mi po tym słuchowisku.

Chociaż wahałam się, będąc smutna i zmęczoną, wybrałam się jednak na spotkanie w Kręgu Snów. Jest to krąg powiązany z moją "sektą, gdzie spotkania poświęcone są temu, co nam się śni. Podczas spotkania możemy przedstawić swój dowolny sen i wspólnie zastanowić się nad jego znaczeniem. Snów nie interpretuje się w naiwny, sennikowy i schematyczny sposób jak na przykład: "ząb stracić we śnie - śmierć w rodzinie". Do snów każdy ma swój indywidualny klucz, chociaż pewne archetypy, jak to one, mają charakter zbiorowy, znane są szeroko i gra to niebagatelną rolę. Mamy jednak też własne skojarzenia i interpretacje.

Doszliśmy, a wlaściwie doszłyśmy, bo wczoraj na spotkaniu były same kobiety, do konkluzji, że mamy w życiu dostęp zarówno do materii, rzeczy bardzo namacalnych i dosłownych, jak również to tego, co głębiej, gdzieś w podświadomości. Mając tego świadomość, mamy też dostęp do obu tych obszarów i oba są równie potrzebne oraz wartościowe. Korzystajmy zatem z nich w najlepsze i nie wyrzekajmy się ich.
Uderzyło mnie, jak ważne w tej dyskusji okazało się każde, choćby niepozorne spostrzeżenie. Nie sądziłam, że wypowiedziane przeze mnie zdanie, którego nie uważałam za istotne dla kogokolwiek poza mną, tak bardzo zarezonuje w koleżance. Poczułam się zauważona i potrzebna.

Wróciłam późnym wieczorem, jak to mawia się w kręgach - nakarmiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz