niedziela, 31 maja 2026

Jak na... społeczności. Smutek

Codziennie rano mamy na oddziale tzw. społeczność, w czasie której zdajemy relację z tego, jak nam upłynął czas od wyjścia ze szpitala do kolejnego dnia w nim. Siłą rzeczy po weekendzie opowieść jest dłuższa.

Otóż w piątek przyszłam do domu śmiertelnie zmęczona i niemal natychmiast położyłam się do łóżka i kamieniem przespałam około trzech godzin. Wstałam potem bez entuzjazmu, a właściwie nakłonił mnie do tego syn, swoimi niezbyt subtelnymi żartami. Nawet nie bardzo pamiętam, co robiłam, dopóki znowu nie poszłam spać. Ot, snułam się i chyba napisałam ostatni post na blogu. Może gadałam przez telefon z przyjaciółką, bo niemal codziennie ze sobą rozmawiamy.
Nazajutrz w sobotę wzięłam się w garść. Zrobiłam i rozwiesiłam na podwórku pranie, wyskoczyłam rowerem na zakupy. W mieście jak zwykle spędziłam więcej czasu niż zamierzałam. Potem znowu jakieś porządkowanie mieszkania, gotowanie obiadu... Dzień kończyłam niewspółmiernie zmęczona i niezadowolona, że przy gotowaniu zabałaganiłam kuchnię, a sprzątnąć nie miałam już wieczorem sił ani ochoty.
Zbudziłam się dzisiaj późno, prawie o jedenastej i wcale nie chciało mi się opuszczać ciepłego łóżeczka. Wreszcie jednak wstałam, zjadłam śniadanie, wypiłam kawę. Przy kawce uruchomiłam laptopa, aby pozaglądać w internet.

To wtedy przyszła ta feralna wiadomość na Messenger. Bratowa zwróciła się do mnie z prośbą o pożyczkę za pośrednictwem Blika. Rzekomo coś miała opłacić na Allegro, a wyczerpał jej się limit środków finansowych. Tknęło mnie jakieś podejrzenie, zadzwoniłam więc do bratowej, ale ta była zajęta (sprzątaniem u "mojego" Mateusza), spieszyła sie, odpowiedziała mi jakoś szybko i chaotycznie. Ja, przygłucha, wzięłam to za dobrą monetę i posłałam ponad 950 złotych... złodziejom. Szybko się zorientowałam, ale już się stało. Ktoś zhakował konto bratowej, a ja dałam się nabrać.
Zgłosiłam sprawę do banku i na policję, ale czy odzyskam pieniądze - wątpliwe.

Smutno mi, przykro, czuję się skrzywdzona. Jasne, że mogłam być bardziej nieufna, ostrożniejsza, ale czy to usprawiedliwia cudze draństwo? Nie byłam naiwna, bo przecież pytałam, lecz po prostu źle zrozumiałam bratową.
Jak można tak po prostu ukraść i żyć jak gdyby nigdy nic, bez grama skrupułów? Nie potrafię zrozumieć pomimo całkiem sporej ilości siwych nitek we włosach.

Będzie co jutro opowiadać na społeczności.

A koro o oddziale mowa, pojutrze dołącza do nas kolega, którego tak bardzo polubiłam rok temu. Podnosi mnie na duchu perspektywa spotkania i wielu rozmów. Jednak on sam wyraził obawy, że go nie zrozumiem z powodu złej dykcji (zwłaszcza w złej formie, normalnej przecież na oddziale, mówi niewyraźnie) i przyznał, że to dla niego duży stres. Cóż miałam mu powiedzieć? Dałam wyraz smutkowi z powodu mojego niedosłuchu i utrudnionej komunikacji. On potem zadzwonił do mnie i pytał, czy mnie nie uraził. Dziwił się, że tak intensywnie przeżywam swoje kłopoty, bo ma kilkoro znajomych z niedosłuchem i ci radzą sobie całkiem nieźle. Wyjaśniłam mu, że może z powodu zmiany aparatów nieprzyzwyczajony umysł sprawia, że zamieniam się w "królową dramatu". "Przynajmniej księżniczkę" - odpisał całkiem sympatycznie. W końcu oboje stwierdziliśmy, że jakoś damy radę.

Ale mój nastrój ostatnio jest wyraźnie obniżony. A ta dzisiejsza kradzież - gwóźdź do trumny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz