Mam "zajawkę" na strategiczne planowanie posiłków, by nie spędzać zbyt wiele czasu w kuchni. Wiele rzeczy można przyrządzić na zapas, szczególnie dziś, gdy chyba każdy posiada lodówkę, i to przeważnie już chyba z zamrażarką.
Zrobiłam "pięciomutową" szynkę, pyszna jest i widzę, że syn pałaszuje z ochotą. Upiekłam sporo chleba, nadwyżkę podzieliłam na kromki i umieściłam w zamrażarce. Mam w lodówce gar pieczonych warzyw oraz ugotowany ryż. Wczoraj i dziś ryż był z mięsem i warzywami, a dziś dokupię bananów i na jutro będzie słodki obiad.. Dałam synowi do wyboru: ryż na słodko czy pomidorowa z ryżem (i tymi pieczonymi warzywami). Dziecię wybrało banany, za zupami nieszczególnie przepada. W moim domu rzadko jest obiad z dwóch dań, komu by się chciało spędzać w kuchni pół życia. Żeby warzywa za długo nie stały, pokuszę się chyba o smarowidło do chleba. Podobno jest banalnie proste.
Sprawia mi przyjemność to planowanie, kombinowanie, eksperymentowanie. Chciałabym konsekwentnie w tym wytrwać, skoro i tak nie uniknę przyrządzania posiłków.
Nie wiem tylko dlaczego, gdy połażę gdzieś po pracy, do domu wracam zmęczona i do prac potrzebuję się zmusić. Trzeba przeanalizować to swoje funkcjonowanie i odpowiednio zmodyfikować. Na początek może by tak mniej się szwendać popołudniami?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz