Dawno temu ktoś mi doradził bym sobie zapisywała różne sposoby i pomysły na poprawę nastroju. Spodobało mi się to, kupiłam solidny zeszyt w ładnej okładce, taki, żeby przyjemnie było w nim celebrować to swoje pisanie. Niebawem zeszyt ewoluował, bo zaczęłam w nim notować różne dobre rzeczy, które mnie danego dnia spotkały, wywołały uśmiech. Czasami to były istne dyrdymały, a jednak swoje robiły. Notowałam nawet to, że widziałam na ulicy chłopaka w przebraniu tygrysa (a był taki "motyw", był!). Sam fakt, że potrafiłam wyłowić z dnia takie smaczki, dawał mi satysfakcję. Do dziś lubię zatrzymywać takie błahe niby chwile.
Dzisiaj rozbawił mnie młody chłopak, który wyglądał - wypisz, wymaluj jak główny bohater filmu "Piraci z Karaibów". Mnie ten film nie interesował, uważałam, że jest głupkowaty i nudny, ale bywał wtedy u mnie R. i chętnie oglądał, więc zerkałam w ekran dla towarzystwa. Jeszcze wtedy miałam telewizor 😀 Chłopak miał charakterystyczny wąsik, "piracką" chustkę na głowie - kapitalna stylizacja. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
Sławetny zeszyt po pewnym czasie zatytułowałam tak jak tenże blog. Bo w grubym zeszycie znajdzie się miejsce na wszystko. Na smutki i radości, powagę i żart - na życie. Notowałam w nim również swoje samorozwojowe przemyślenia, pomysły na "optymalizację codzienności" ; do głównego tytułu zapisków dodałam podtytuł: "Martologia stosowana". Kajet ma chyba z dziesięć lat, bo notuję w nim skrótowo, nie troszcząc się o literackość. Gdy go przeglądam, widzę, jak długą i ważną drogę przeszłam przez wszystkie te lata.
...Zatem widziałam dziś tego chłopaka - pirata, zrobiłam pomysłowy obiad na jutro: risotto z pieczonymi warzywami i dwoma wygrzebanymi z zamrażarki kotletami schabowymi, które pokroiłam na kawałki, a całość podlałam przecierem pomidorowym, również wydobytym z mroźnej czeluści. Wymyśliłam sobie kreację na jutrzejszy dzień w pracy: taka jedna czerwona spódnica nieźle będzie wyglądać do granatowego sweterka. I nie muszę ich prasować, hurrra! 😁
Wczorajsza frużelina z pieczonych owoców tak synowi smakowała, że opędzlował dziś cały duży słoik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz