sobota, 26 września 2026

Sekta i domowe uziemianie

"Sekciarze" organizują dziś Święto Pieczonego Ziemniaka u jednego z nas. Ma on swój kawałek ziemi na wsi, gdzie stworzył przestrzeń do organizowania różnych warsztatów, spotkań, wytwarza też własną kombuchę, rodzaj fementowanego napoju. Miałam wielką ochotę do nich dołączyć, ale dzisiaj jednak stwierdziłam, że nie jestem w nastroju po wczorajszym wypadku.

Wywiązała się z tego piękna rozmowa, którą pozwolę tu sobie zacytować, dla ilustracji, jak i o czym się w Kręgu rozmawia:


Ja: Szkoda że mnie nie będzie. Tak zachęcająco wyglądały zdjęcia z poprzedniego spotkania. Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wziąć udział, ale jednak się wstydzę swojego wyglądu 🙁

Ja: Skoro już tak się nieraz otwieramy na kręgu i wyznałam wczoraj "straszną prawdę" -  jakoś mniej chyba krępowałabym się braku, nogi, ręki niż zębów. Też ciekawy temat do tych naszych rozmyślań wieczorową porą.
Mam w tej sprawie ciekawe i cenne doświadczenia, muszę przyznać. W skrócie - dane było mi się przekonać że nie wygląd decyduje o relacjach, ale rodzaj wysyłanej energii

M.: Jeśli chodzi o ciało,to nic nie ma w nim stałego i z wszystkim wcześniej czy później będzie się trzeba pożegnać.Dobrze jest go kochać taką miłością ,która zawiera również rozstanie. Dla mnie osobiście jeśli zjawisz się tutaj bez zębów nie będzie stanowić wielkiej różnicy.Chodzi raczej o rodzaj energii( tak jak pisałaś)którą Ty w tym czasie wysyłasz🙌

Ja: Jednak zostanę dzisiaj w domu, ale masz rację, M., i dziękuję za te słowa.

S.: Ja też nie będę Cię Martuś inaczej postrzegać. To też element bycia człowiekiem: Istotą doskonale niedoskonałą i dotyczy to nas wszystkich 🙏

P.: Jesteście niesamowici  chodzi o to że często wypowiadacie to co mam w sercu ale czasem trudno mi tam sięgnąć..
Tak też czuję choć trudno mi było uwierzyć że mam w kręgu SWOJE MIEJSCE nieważne ile czasu minęło to jest stałe..
I choć trudno mi czasami dotrzeć tak jak dziś na ognisko to każda/ każdy z Was jest dla mnie PIĘKNA/ Y i Wartościowa / y to chodzi o to coś czego.nie da się uchwycić zmysłami o ten rodzaj energii gdzie się czuje jak w Domu..
Ale nie chodzi mi o dom rodzinny gdzie czułam się nie dość.. tylko o Dom wspólnie wibrujących dusz..
I to doświadczenie jest bezcenne że bez względu na to w jakiej się jest formie, jak się czuje czy jak się wygląda jest się Przyjętym i Mile widzianym..

Choć czasem aby dotrzeć przeszkody są bardziej w środku niż na zewnątrz..choćby w tym jakimś wczesnym odrzuceniu że było się nie dość..to wraca jak zła kołysanka z dzieciństwa..

A co do Ciebie Martuś to masz piękną barwę w swojej szczerości czy wyrażaniu tego co czasem trudno mi wypowiedzieć..

Dziękuję za Twoją obecność

J.: Masz Martusia spore wyzwania i lekcje z tym ciałem na to konkretne życie 🙏🏻🫂 Ale myślę, że wspaniale sobie z tym radzisz, również nie zamykając się w swoich ograniczeniach, tylko cały czas próbując być sobą wśród innych ❤️🫂

P.: Lekcja z ciałem jest trudna do odrobienia ale chyba po coś..rodzimy się w takim ciele a jak np w moim.przypadku w takiej rodzinie..tylko po co?..
Z pozycji duszy to ma swoj sens..

Ja: Oj, tak, trochę jest tych lekcji do odrabiania. Każdy ma jakieś swoje i jeśli się tak zastanowić... nie jestem żadnym wyjątkiem... wbrew pozorom.
"...różnimy się od siebie jak dwie krople czystej wody" - Szymborska.
Oj... ale refleksji!

S: Tak, każdy ma swoje lekcje, nawet jak na pierwszy rzut oka ich nie widać. To ogromna wartość, że uczymy się o nich do siebie mówić, że jest to wysłuchane i zobaczone, że staje się to naszym świadectwem dla innych i że nie zostajemy w tym, tylko z nadzieją, ufnością i pokrzepieni wsparciem innych Pięknych Ludzkich Istot idziemy dalej...do przodu, ku sobie w stronę Słońca 🙏☀️
Jesteście Wspaniali. 🥹🤍
Jesteśmy wspaniali - ze wszystkim, co w nas. Aho! 🥰


Nikomu nie umniejszając - tak nie porozmawiam z kimkolwiek i kiedykolwiek. Dlatego cenię tę moją sektę. Owszem, również w codziennych realiiach mi się zdarza, ale nie w takim zagęszczeniu, nie w takim... konentracie.

W przestrzeniach duchowych, rozwojowych podkreśla się też, jak ważne jest w życiu tzw. uziemienie. Bycie człowiekiem to przecież nie tylko "duchowe odloty". Cała proza życia nas zakorzenia, kotwiczy, nadaje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Ma to jak najbardziej swój duchowy oraz psychologiczny sens i wymiar. Na własnej skórze przekonuję się o tym, uskuteczniając moje "kuchenne rewolucje". Bywam nimi zmęczona, ale dają mi też mnóstwo satysfakcji.

Czy wiecie, że nauczyłam się robić labneh - kremowy, gęsty serek, pochodzący z Bliskiego Wschodu? Już dawno chciałam spróbować, ale odwlekałam, aż wreszcie dopomógł mi przypadek.

Mianowicie do jogurtu, który sama ostatnio przyrządzam, wpadła mi muszka. Niestety, nie przykryłam dobrze garnka i gadzina się połakomiła. A że ja się muchami brzydzę aż do fobii, postanowiłam jogurt oddać kotu. Olśnił mnie jednak pomysł: co mi szkodzi spróbować, skoro i tak spisałam już jogurt na straty?

Durszlak wyłożyłam ściereczką, a na ścierkę wylałam jogurt. Po czym poszłam do pracy. Wieczorem na durszlaku spoczywała cudownie kremowa masa. Pomimo wstrętu do muszki, umoczyłam w nim czubek palca i skosztowałam. Coś wspaniałego!
Dołączam labneh do mojego stałego kulinarnego repertuaru. Koniec z zastanawianiem się, czym by tu chleb smarować zamiast drogiego i pełnego - złowrogiego ponoć - cholesterolu masła.

Na obiad "kręcę" dzisiaj zupę pomidorową z upieczonych warzyw, a na jutro machnę klopsa z całego kilograma mielonej łopatki. Będzie przy okazji dodatek do chleba w nadchodzącym tygodniu.

Trafiłam też w sieci na recepturę irlandzkiego chleba na sodzie. Sporządza się go analogicznie do naszych podkarpackich proziaków (prozą nazywa się u nas sodę oczyszczoną). Fajna sprawa, gdy się nie chce czekać na wyrastanie zakwasu czy ciasta drożdżowego. To może też go dzisiaj machnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz