sobota, 26 września 2026

Na pysk

Mój kolega miał zamiar towarzyszyć mi w pewnym grupowym spotkaniu. Zrezygnował, niestety z powodu pilniejszych spraw. Nieco zawiedziona, zareagowałam jednak spokojnie, bo przecież to rozumiem. Wybrałam się sama... ale od początku towarzyszył mi pech.

Było to wczoraj. Pewna swego. przekonana, że znam porę przyjazdu autobusu, nie raczyłam tego sprawdzić. No i oczywiście autobus pojechał w siną dal - beze mnie.

Nic to! Złapałam "okazję", choć to niezbyt zalecany sposób podróżowania. Kierowca podrzucił mnie tylko do P,, ale był tak uprzejmy, że wysadził mnie na przystanku autobusowym, skąd jak na zamówienie właśnie wyjeżdżał autobus do celu mojej wędrówki. Fajnie!

Rozsiadłam się wygodnie i wdałam w konwersację internetową z synem, który się właśnie odezwał. Syn tego dnia był również w mieście wojewódzkim, by podpisać z najemcą umowę o studencką stancję.  Wybrał się jednak wcześniej, więc niemal się mijaliśmy. On już wybierał się w drogę powrotną. Dogadaliśmy się, że poczeka na mnie, skoro zostało mu jeszcze trochę wolnego czasu.

Czekał, jak obiecał. Ruszyliśmy w stronę mojego celu. Szliśmy, rozmawialiśmy, a ja lustrowałam otoczenie, chcąc zapamiętać jego szczegóły (do niedawna autobus kończył trasę w innym miejscu). Zainteresowana czymś nie patrzyłam pod nogi... No i stało się, wywaliłam się jak długa, zawadziwczy nogą o niewielki stopień na zwykłym, zdawałoby się chodniku.

Wyglądam dziś jak ofiara przemocy domowej. Krwawy siniak na brodzie, skaleczona górna warga, a nad nią krwawe zadrapania. Nie to jednak jest najgorsze. W drobny mak poszły moje "trzecie zęby". Niestety, z powodu choroby, wzmożonej próchnicy nią spowodowanej "dorobiłam się" trzy lata temu protezy.

Będą teraz koszty i to irytuje mnie najbardziej. Co się trochę podniosę po finansowej zniżce, radośnie odetchnę, że sumka na koncie całkiem przyjemna - coś się musi wydarzyć i wymusić nadprogramowe wydatki.

No, cóż... podejdźmy filozoficznie...

Mam poduszkę finansową - to nie do przecenienia. Nie rozbiłam sobie głowy, nie dostałam wstrząśnienia mózgu, a przecież mogłoby tak się stać. A w perspektywie czasu anegdota o rąbnięciu "mordą w beton" będzie przepyszna! Już wczoraj miałam próbkę z siostrą. Zdałam jej wczoraj relację z wypadku przez Messenger, na koniec siostra napisała, że już kończy rozmowę, bo zmęczona już "pada na pysk". Przyznałam, że i ja mam na dzisiaj dość wrażeń i potrzebuję się położyć do snu.

"Ale na pysk już nie padaj" - odpisała siostra. "Nie, pysk już dzisiaj zaliczony" - odparłam z kpiną.

Tak zupełnie jednak serio - przykro mi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz