Samoobserwację zaleca każdy lekarz, czy to ciała, czy też psychiki. Bardzo podkreśla jej znaczenie moja "rozwojowa" i duchowa ulubienica, Pati Garg, nazywając ten proces wewnętrznym dociekaniem, tudzież sprawdzaniem ze sobą. Na własnej skórze doświadczam, jakie to potrzebne i pomocne.
Dzisiaj byłam już od rana zmęczona i jakaś napięta, aż do bólu w karku. Praca kiepsko mi przez to szła, a przecież pracować trzeba. Zaczęłam więc poszukiwać przyczyny, aby temu skutecznie przeciwdziałać.
Najpierw uświadomiłam sobie, że właściwie od pasa w górę cała jestem spięta: mam naprężone ramiona, kark, szczękę, a nawet ręce, jak gdybym zamierzała się przed czymś bronić, coś odpierać, kogoś zaatakować. Interesuję się tym od dłuższego czasu, więc znam techniki rozluźniania tych napięć: parę głębokich oddechów z solidnym wydechem, najlepiej z sykiem lub dźwiękiem ; ziewnięcia, które niemal momentalnie uwalniają napiętą szczękę ; opuszczenie ramion, które bezwiednie w napięciu przyciągamy do uszu. Warto też potrząsnąć ciałem, porozciągać je. Można o tym poczytać w wielu źródłach. Wrzuciłam też na siebie sweter, zdawszy sobie sprawę że zrobiło mi się chłodno (częste w stresie) i zrobiłam sobie gorącą herbatę. Dzięki temu stopniowo poczułam się lepoej.
Zastanowiło mnie też, skąd wzięło mi się napięcie i tu "wyszła" moja psychiczna przeszłość. Odezwało się dobrze znane: "Musisz!", "Trzeba", "Szybciej", "Więcej". Zafascynowana swoimi gospodarskodomowymi innowacjami narzuciłam sobie zbyt kategoryczne wymagania, to stary "skrypt" się odezwał. Na ten temat również posiadam już wiedzę, a jednak wiedza to niekoniecznie świadomość. Automatycznie jeszcze wiele razy powrócą schematy. Jednak świadomość to połowa sukcesu.
Na dzień dobry też dyrektorka zwróciła mi uwagę, by nie zastawiać korytarza rowerem, bo to ścieżka ewakuacyjna w razie pożaru. Poprzednia szefowa nie była tak zasadnicza.
Dzisiaj trochę sobie odpuszczam. Zupa na jutro będzie szybka, a kolacja mało ambitna. Jestem senna i jakby mniej odczuwam dobroczynne działanie zotralu. Marzę o LB 😉
Wracając dziś po południu do domu, spotkałam takiego jegomościa. A może była to jejmość? Cyknęłam mu kilka zdjęć, jak wkradł się w łaski pani z pewnego sklepu. Chociaż kot wyraźnie ma właściciela i nie wygląda na zabiedzonego, z sympatii pani poczęstowała go "kocim" jedzeniem. Dowiedziałam się od niej, że kot w pobliżu ma swój dom. Zresztą spotkaliśmy go kiedyś z synem w czasie naszych przechadzek. Trudno zapomnieć tak charakterystyczne z wyglądu zwierzę. Piękne, zadbane i może nawet rasowe. Ewentualnie owoc mezaliansu rasowego rodzica.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz