Innowacji kuchennych ciąg dalszy. Risotto z pieczonymi warzywami i mięsem takim, jakie z zamrażarki się wygrzebało, wyszło bardzo przyzwoice. Wydawało mi się wczoraj, że będzie za mało, więc dołozyłam ryżu solidnie i w rezultacie będę miała obiad również na jutro.Mogę dzisiaj uprawiać LB.
"LB" czyli Leżenie Bykiem odgrzebała z mroków mojej niepamięci blogerka Oszczędnie czyli Dorota. Bawi mnie ono i dziś.
LB urozmaicę sobie wprawdzie jakimiś drobnymi zajęciami, ale jak fajnie mieć więcej czasu i działać bez pośpiechu. Czeka na poskładanie trochę prania, kilka naczyń w zlewie, a jak się rozkręcę, to może zajmę się uważniej łazienką. Od nie wiem, kiedy obiecuję sobie wziąć się za czyszczenie płytek wodą z octem. Ale teraz kawa "Inka" i odrobina relaksu z aktualną lekturą (wciąż jeszcze blog Oszczędnej).
Byłam dzisiaj też u neurologa, pobrałam stosowne zaświadczenie, bo chcę zawalczyć o rentę chorobową. Nie przywiązuję się mocno do tej myśli, ale spróbować zawsze można. W końcu to, że całkiem nieźle ostatnio się czuję, nie znaczy, że jestem zdrowa i że bez stałych leków jestem w stanie funkcjonować jak zdrowsi. A w pracy dyrektorka ma takie "wspaniałe" czasem pomysły, że dobrze byłoby zabezpieczyć sobie "tyły". Sana lekarka skwitowała, gdy dziś relacjonowałam jej historię swojego chorowania: "Trochę tego jest".
Kończy mi się zotral, bo nie dopilnowałam terminu wcześniejszej recepty, a do wizyty u psychiatry czasu jeszcze sporo. Napisałam o tym do znajomych z hospitalizacji i dobrzy ludzie poratowali mnie w biedzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz