niedziela, 27 września 2026

Myśli nieuczesane

Niebo za oknem pogodne i na błękitne. Może dla odmiany od roweru ubiorę się dzisiaj ładnie i pójdę na spacer do parku? A może tą moją polną ścieżką z głogami niczym jakaś polna nimfa 😌 Mam zajawkę (jakoś ostatnio polubiłam to słowo), żeby dzisiaj nie wyglądać sportowo na spacerze, ale tak właśnie romantycznie. Byle buty były wygodne na polną ścieżkę, ale innych nie noszę nawet jeśli chcę wyglądać bardziej kobieco.

Czytałam nieraz o randkach ze sobą. Bardzo mnie to ujęło, choć wydaje się górnolotnym opisem czegoś bardzo zwyczajnego. Na oddziale koleżanka opowiadała mi, jak to czasem ubrana w coś ładnego sama sobie idzie do kawiarni. Ot, tak, żeby sobie dobry nastrój "zrobić" i poczuć się odświętnie bez konkretnego powodu, dla siebie po prostu.

Zobaczymy, jak się dzień ułoży, bo mam jeszcze trochę pracy w kuchni, ale przy dobrej organizacji nie będzie zbyt trudno znaleźć czas na swoje przyjemności.

W J. odbył się wczoraj marsz milczenia. Miałam obawy, czy nie dojdzie do jakieś "rozróby", lecz uczestnicy zachowywali się z godnością. Tylko jeden jakiś "dygnitarz" przemawiając, oznajmił, że przyjdzie jeszcze czas na gromki krzyk. Dla mnie to niepokojące.

Nienawiść rodzi nienawiść... Jasne, że nie warto dosłownie nadstawiać drugiego policzka, ale ja te słowa Chrystusa interpretuję jako rodzaj przenośni. To właśnie o to chodzi, według mnie, aby nie eskalować przemocy, nie generować jej niepotrzebnie. Można przecież stanąć ponad, odejść, odciąć się, postawić twardą granicę. Nie muszę zaraz, za przeproszeniem, walić w mordę.

Trafiłam dziś na Facebooku na ciekawą i ważną, moim zdaniem, wypowiedź Ewy Woydyłło, cenionej psycholog. Wypowiedź dotyczyła alkoholików, ale można ten przekaz rozciągnąć na inne sfery życia. Otóż lepiej nie czekać zbyt długo ze stawianiem granic, bo może okazać się za późno. Może lepiej zmienić zamki w drzwiach, gdy jest on jeszcze w lepszej formie i kondycji, a nie dopiero w ostateczności, gdy realnie zagraża to jego życiu.
Szkoda, że nie przeczytałam o tym, gdy dzieliłam się z koleżanką tym, czego się naczytałam dawniej: że jej syn musi sięgnąć dna, doświadczyć konsekwencji nałogu. Nie tylko ode mnie zresztą słyszała takie rzeczy. Posłuchała w końcu, zamknęła drzwi, a chłopak... stacza się. Niedawno widział go mój syn...

...A w Lidlu kupiłam wczoraj mleko "Od rolnika", nie UHT, trzy i ileś tam dziesiątych procent tłuszczu. Bardzo smaczne, tyle, że sporo droższe. Ale od czasu do czasu nabędę do moich kuchennych eksperymentów. W rodzinnym domu robiło się własny ser (w PGR-ze mleka nie brakowało) i masło.

Swoją drogą niezły był to wyczyn - przyjechać do domu z wielką torbą zakupów na bagażniku roweru. Butelki z mlekiem były szklane jak za dawnych PRL-owskich lat, oprócz tego targałam wytłaczankę jaj, miękkie śliwki i pomidory. Nie wspomnę, że i na kolejny "makijaż" (siniaki na twarzy) nie reflektuję. Jednak udało mi się tak umocować siatę do siodełka roweru i jeszcze dla pewności umieścić uszy siatki pod swoim szanownym zadkiem, że i ja, i zakupy cało oraz zdrowo dotarliśmy do domu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz