Seria drobnych przykrości rozstroiła mnie emocjonalnie, obdarła z sił i zniechęciła do czegokolwiek poza spaniem.
W pracy wredne zajęcie: uczę się katalogowania gier planszowych - upierdliwa, nudna robota. W ogóle robotę mam nudną, ale przynajmniej oswojoną, znaną, a dziś - tylko czekałam końca dniówki. Robotę wykonałam niesatysfakcjonująco, ale z grubsza ukończyłam i jutro już na spokojnie "dopieszczę" szczegóły, do których nie miałam dzisiaj głowy.
Jednej z "pracowych" koleżanek dałam się dzisiaj wyprowadzić z równowagi i jestem bardzo z tego niezadowolona.
Ma ona specyficzny sposób prowadzenia rozmowy - przepytujący niczym na komisariacie, dociekliwy i po prostu dla mnie męczący. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam, co to za śledztwo. A niechże mi da święty spokój. Wprawdzie mogłam się zdobyć na wysiłek i pokierować rozmową inaczej, ale dziś naprawdę nie byłam w nastroju.
Ten wczorajszy facet-buc miał większy wpływ na mój nastrój niż jest tego wart. Dręczy mnie, dlaczego notorycznie spotykają mnie podobne sytuacje: jak już jestem dla kogoś interesująca, jest to uznawane za wystarczający powód do bezpośredniości, "pozwalania" sobie. Niestety, nie wszystko potrafię wytłumaczyć męską naturą. A zasmuca mnie to, że może jednak? Może mam zupełnie nierealne oczekiwania i miłość mi niepisana?
Koleżanki pod ostatnim postem pisały, by może nie skreślać z powodu jednego nieudanego wystąpienia. Może i bym kontynuowała znajomość, bo pan się jednak zreflektował i przeprosił. Najwidoczniej jednak zrezygnował z kontaktu.
No, cóż... widocznie tak musi być...
Ech! Czuję się od kilku dni samotna jak pies. Tak dawno tego uczucia nie doznawałam.
Urwały się dwie ważne dla mnie koleżeńskie relacje. Chyba jednak nie były aż tak ważne, jak sądziłam, skoro się urwały. Chyba karmiłam się złudzeniami. Znowu jednak szukam winy w sobie.
A czemu, do licha, nikt nie przejmuje się tak mną jak ja innymi?
Smutno mi dzisiaj, popłakałabym sobie, ale już nawet płakać nie potrafię, bo w mojej chorobie nie ma się łez.
Uciekam spać. Wiele osób ucieka przed bólem w pracę. a mnie smutek "rozwala". Nie mam ani chęci, ani sił do niczego. Obiad zrobię rano... o ile wstanę.
Rano jest tak cholernie zimno, bo przez noc wygasa piec.