czwartek, 24 marca 2022

Mimowolny przebłysk poezji (i nie tylko)

Myślałam, że coś napiszę, ale

Słowa za ciasne.

Za małe

Za płytkie.


Jeszcze nie dziś...


***

Wydaje mi się, czy wyszło coś  na kształt wiersza?

Uśmiecham się z lekką ironią i pobłażaniem dla samej siebie - poetki.

wtorek, 22 marca 2022

***


 We wtorek (15 marca) zmarła Mama.

Powiem tak strasznie banalnie:

odpoczywaj w POKOJU.

sobota, 26 lutego 2022

***

Słońce świeci i tego się zamierzam trzymać.

Na obiad dzisiaj żurek i eksperymentalne pesto z buraków do makaronu - i tego się zamierzam trzymać.

Jakieś tam domowe zadania przede mną - i tego też się zamierzam trzymać.

Nie chcę wiedzieć o wojnie na Ukrainie więcej niż to nieuniknione.

Tyle razy w życiu bałam się - i po co? Wszystko się jakoś ułożyło.

Powtarzam często koleżankom: szkoda martwić się na zapas. Jak się obawy spełnią, to po co zamartwiać się dwa razy? Jeszcze zdążymy. A jak się nie spełnią - w ogóle szkoda nerwów.

Powtarzam to teraz sobie.

A moja mama powiedziała: "Ja już mam lepiej niż wy. Ja już na wyższe piętro idę".

Mama odchodzi. W nosie ma Ukrainę i wszystkie ziemskie sprawy.

Jest już w naszym mieście, w hospicjum.

Odwiedzin nie ma, ale można się jakoś dogadać, umówić.

sobota, 19 lutego 2022

***

Mama odchodzi "piętro wyżej" (jej słowa).
Świadomie.
Wie.

Nie chcę za wiele o tym pisać na blogu, nie chcę ekshibicjonizmu.

Od początku, od równo miesiąca, gdy powiozłyśmy ją do szpitala, przeczuwałam, że tak będzie. Nie umiałam modlić się o cud, o ratunek. W głowie miałam i mam: "Bądź wola Twoja". I trochę mam wyrzutów sumienia, że nie ma we mnie buntu, rozpaczy. Jest bardzo smutna akceptacja nieuchronności, żal i wielka powaga.
Chciałabym utulić mamę i po prostu przy niej, dla niej być. Bardzo,bardzo być - ze wszystkich sił.
Czuję, że gdy wreszcie przywiozą ją do naszego miasta (wciąż jest w Krakowie, gdzie z powodu pandemii nie można jej odwiedzać), mojemu synowi bardzo przybędzie w domu obowiązków, bo pewnie każdą wolną od pracy chwilę będę spędzać w hospicjum.

sobota, 5 lutego 2022

Jakby nigdy nic

 O dziwo, przyszła mi potrzeba pisania..

Wieczór jak wiele innych: w piecu napalone, w domu przytulnie. z grubsza ogarnięty bałagan. Po dniu w pracy (ostatnio bardzo rzadko pracuję w soboty, ale dziś się właśnie zdarzyło) smaczny obiad "układa się" w żołądku. Obok kanapy na taborecie paruje kubek z herbatą.

Tyle lat żyłam w jakiejś paranoi i wewnętrznym terrorze bycia wzorową panią domu, supermatką i wściekałam się ciągle, że wciąż coś muszę, a nienawidzę musieć. Odpuściłam wreszcie i... pojawiła się energia, spokój, lepsze zorganizowanie. A nade wszystko ja sama czuję się lepiej i przestałam tak krytycznie patrzeć na ten mój dom oraz na panią tego domu :)

Tylko smutno...

Jakby nie dość było choroby mamy, koleżanka powiadomiła mnie wczoraj, że odebrała bardzo złe wyniki badań. Ma nowotwór.

Odwiedziłam ją dziś po pracy. Jest dzielna, ale jednak przybita, co mnie wcale nie dziwi. Działa, pomaga jej kilka bliskich osób. Tak bardzo bym chciała, żeby było jak w tych wszystkich dobrze zakończonych historiach.

...A my "jakby nigdy nic, żartujemy, pijemy, w choć przy stole wciąż kogoś ubywa" (Adam Ziemianin)

Bez tytułu, bo słów brak

Mama już ponad 2 tygodnie w szpitalu. To może być jej ostatnia podróż. Nadziei nie wolno porzucać, ale nie mam złudzeń. Choroba jest zaawansowana, zagrożenie nieuchwycone w porę.

Przedziwne jest to, co teraz odczuwam: ból, ale i akceptacja, smutek, ale i wciąż radość, że słońce świeci, a obiad się udał. Może to jakieś obronne mechanizmy psychiki? Ciężej nieraz przeżywałam różne bzdury niż to, co się dzieje obecnie. Odczuwam z tego powodu rodzaj wyrzutów sumienia.

Odczuwam bezsilność... i świadomość, że tak po prostu bywa.

Ale może jednak nie wszystko stracone? Czekamy na wyniki badań. A może coś się da jeszcze zrobić?

Może, ale wiem, że odpowiedź przecząca nie jest wykluczona.

...A odwiedzin nie ma...

środa, 19 stycznia 2022

Oby się przydarzył!

 Z mamą kiepsko, sprawa jest poważna. Nie wiem, jednak, czy chcę upubliczniać to na blogu. Nie mówię ani tak, ani nie. Czas pokaże.

Nie mam zbyt wielu złudzeń, widziałam już to i owo w życiu, ale bywają przecież niespodziewane, budujące zwroty akcji. Oby nam się takowy przydarzył.

wtorek, 18 stycznia 2022

Jadę do Krakowa

 Kwękam i kwękam, aż w końcu kwękać mi się odechciało jak ręką odjął.

Mama zachorowała. Zdaje się, że poważnie.

Przyjeżdża dziś (post piszę o trzeciej nad ranem, mój organizm już przestawił się w tryb alarmowy) z zagranicy prosto do krakowskiego szpitala. Siostra wybiera się na balickie lotnisko, by ją odebrać i dowieźć do celu podróży. To siostra załatwiła miejsce w tym szpitalu. Siostra jest konkretna i obrotna.

Jadę z siostrą, chcę zobaczyć Mamę, bo nie wiadomo, kiedy z tego szpitala wyjdzie, a ja ot tak, do Krakowa się nie wybiorę. Trochę za daleko.

Nie mam pesymistycznej natury, ale doświadczenia ostatnich lat każą mi się liczyć ze wszystkim... Dlatego jadę...

Mama prawie z dnia na dzień poczuła się bardzo źle, podobno schudła jak cień i mocno osłabła.

Jadę ją zobaczyć.

Mam nadzieję, że nie po raz ostatni, ale czy to ktokolwiek wie?

niedziela, 16 stycznia 2022

Uszlachetnia?

 Oj, usadziło mnie życie...

Ewidentnie mam jakiś rzut choroby. W ostatnie święta nie mogłam chodzić, teraz też łatwo się męczę, mam stany podgorączkowe (sądząc po dreszczach), bolą mnie a to stawy, a to łydki wskutek - jak mniemam - zapalnego stanu naczyń.

Daje mi życie kolejną lekcję, że optymizm optymizmem, ale trzeba w życiu liczyć się z każdą ewentualnością, nie tylko z tymi szczęśliwymi, na które nie warto tracić nadziei. Ale bywają sprawy trudne, będące sprawdzianem dla naszego hartu ducha, dla naszej życiowej filozofii.

Traktuję ten trudny czas jak egzamin. Szukam alternatywnych sposobów spędzania wolnego czasu, doceniam rozkosz wylegiwania się pod kocem z książką czy laptopem. Próbuję czytać, choć obniżony nastrój koncentrację utrudnia. Uczę się być dla siebie wyrozumiała i nie strofować się za nieposprzątane mieszkanie czy byle jaki obiad. Odkrywam z zaskoczeniem, że małymi kroczkami można dokonać więcej niż wielkimi zrywami. Bo całe życie jestem niesystematyczna i skłonna do zrywów.

Choroba jest nauczycielem. O tak!

Uczy pokory - to aż truizm. Uczy respektu wobec rzeczywistością i nieszarpania się z nią. Niełatwa i niepozbawiona oporów to nauka.

Uczy odnajdowania maksymalnego zadowolenia z minimalnych spraw ;)

Uczy godzenia się ze stratami i ograniczeniami.

Uczy, pokonywać ograniczenia, szukać sposobów, strategii.

Wbrew rozpowszechnianemu tu i ówdzie poglądowi, że cierpienie NIE uszlachetnia, śmiem stwierdzić, że w pewnym stopniu może to uczynić,może rozwijać. Ale to się nie stanie bez naszego udziału.

środa, 29 grudnia 2021

Synku!

 Moje słonko, moje szczęście, moja dumo, a od czasu do czasu - moje ty utrapienie i źródło pierwszych siwych włosów!

Kocham Cię jak nie wiem co!

Jesteś najlepszym, co mnie spotkało w życiu. Najważniejszym i najpiękniejszym.

Moim skarbem i największym cudem.

Moim największym kochaniem.

Wszystkiego najlepszego życzę Ci w dniu szesnastych urodzin.

Najlepszego, najpiękniejszego, wartościowego życia.


źródło: https://agencja-fotograficzna.panthermedia.net/m/imagens-royalty-free/12697868/geburtstagstorte-mit-brennender-kerze-nummer-16/